"My żyjemy", tłumaczenie I. Brodskiego

Pamięci Fiedi Dobrowolskiego

My żyjemy dalej.
Czytamy albo piszemy wiersze.
Wpatrujemy się w piękne kobiety,
uśmiechające się do nas z okładek
kolorowych magazynów.
Rozmyślamy o przyjaciołach,
wracając przez całe miasto
drżącym z zimna tramwajem
i żyjemy dalej.

Czasem dostrzegamy drzewa
które gołymi czarnymi rękami
podtrzymują nieskończony ciężar nieba
albo załamują się pod tym ciężarem,
przypominającym nocami ziemię.
Dostrzegamy też powalone drzewa.
Żyjemy dalej.
My, z którymi tyle rozmawiałeś
o współczesnym malarstwie
albo z którymi piłeś piwo na rogu
Newskiego Prospektu,
wspominamy cię rzadko.
A kiedy już wspominamy,
to robi się nam żal nas samych -
naszych zgarbionych pleców,
fatalnie pracujących serc,
które biją w klatkach piersiowych za mocno
i to już przy trzecim piętrze.
I każdemu przychodzi do głowy,
że pewnego pięknego dnia
z tym jego sercem stanie się
coś niedorzecznego
i wtedy wyciągnie się osiem tysięcy kilometrów
na zachód od ciebie
na brudnym asfaltowym trotuarze,
wypuszczając z rąk książkę,
a ostatnim, co zobaczy,
będą przypadkowe zaniepokojone twarze,
przypadkowy blok
i zawieszony na przewodach skrawek nieba.
Nieba opierającego się o te same drzewa,
które czasem dostrzegamy.

Trwa ładowanie komentarzy...