Dydona i Eneasz, tłumaczenie I. Brodskiego

Wiersz z 1969 r.

Potężny człowiek patrzył w okno,
a cały świat jej kończył się na skraju
jego tuniki, greckiej i szerokiej,
która strukturą fałd przypominała
morze, co się zupełnie zatrzymało.

A on
patrzył przez okno, przy czym jego wzrok
był tak odległy od tych miejsc, że wargi
zastygły niby muszla, gdzie się tli
szum fal, w kielichu zaś horyzont
był nieruchomy.

A miłość jej
cóż, była tylko rybą, może i zdolną
w odmęty mórz się rzucić za okrętem
i rozcinając fale gibkim ciałem
być może i prześcignąć go, lecz on
myślami już od dawna był na lądzie,
więc morze się zmieniło w morze łez.
Lecz, jak wiadomo, tak to właśnie jest,
że w czas rozpaczy wiać zaczyna skądś
pomyślny wiatr, dlatego wielki mąż
porzucił Kartaginę.

A ona stała
ogień rósł. Ten ogień rozpalili przed
obronnym murem miasta jej żołnierze
i zobaczyła, jak w fatamorganie,
co drżała między dymem a płomieniem,
bezdźwięcznie upadała Kartagina

na długo zanim mówił o tym Katon.
Trwa ładowanie komentarzy...