"Rembrandt. Akwaforty." Tłumaczenie Iosifa Brodskiego

Wiersz z 1971 roku.

I

"Był na tyle bezczelny, że chciał
poznać samego siebie..." Ni mniej, ni więcej,
a samego siebie.
W celu osiągnięcia tego
nieosiągalnego celu najpierw
uzbroił się w zwierciadło, lecz potem,
uświadomiwszy sobie, że główne zadanie
nie polega na tym, by widzieć, ale na tym,
by o tym, co się widzi opowiedzieć Holendrom,
wziął stalową igłę
i przystąpił do opowiadania.
Cóż nam wyjawił?
Ukazał w zwierciadle twarz, która
w najbardziej powszechnym znaczeniu
jest zwierciadłem.
Każdy wyraz
twarzy to tylko odbicie tego,
co przydarza się człowiekowi w życiu.
A przydarzają się różne rzeczy:
wątpliwości,
zakłopotanie, nadzieje, gniewny śmiech, -
jak dziwnie jest dostrzegać, że te same
rysy potrafią wyrazić bardzo
różne w istocie uczucia.
Jeszcze dziwniejsze jest to, że koniec końców
w miejsce gniewu, goryczy, nadziei
i zadziwienia, przychodzi maska
spokoju - wywołuje to takie odczucie,
jakby zwierciadło chciało
odmówić wykonywania swoich obowiązków,
stać się zwykłym szkłem, przepuszczać
i światło, i mrok, bez żadnych przeszkód.

Taką zobaczył swoją twarz.
Zawarł w niej to, że człowiek może
wytrzymać każde uderzenie losu,
ze smutkiem czy z radością w równej mierze
jest mu do twarzy: jak w okazałych szatach
cara. I jak w łachmanach po żebraku.
Przymierzył wszystko, zatem wie,
że wszystko, co przymierzył, pasowało.

II

Wtedy ku innym zwrócił wzrok,
którym się wówczas ma przyglądać prawo,
gdy człowiek przyjrzał się już sobie sam.
I przeszedł przed nim cały orszak -
żołnierze, szczurołapy, aptekarze,
lichwiarze, kupcy i pisarze -
Holandia spoglądała w jego stronę
niby w zwierciadło. A to zwierciadło potrafiło
prawdziwie i na długie wieki -
utrwalić i Holandię i to, że
ta sama rzecz w istocie łączy
te stare i te młode twarze,
a rzeczą tą jest światło.

Nie twarze różnią się, lecz światło:
są twarze niby lampy wewnątrz
oświetlone, a inne raczej są podobne
do tego, co te lampy oświetlają.
W tym właśnie tkwi istota różnic.

Lecz ten,
kto światło stworzył, ten w tym samym czasie
(i niebezpodstawnie) stworzył cień,
co nie jest tylko stanem światła,
lecz istniejącym równoprawnie,
a może nawet czymś ważniejszym.

Dowolny zatem wyraz twarzy -
wściekłość, głupota, nadzieja, zadziwienie
i nawet ta wspomniana maska
spokoju - nie są zasługą życia,
czy nawet mięśni twarzy,
lecz tylko oświetlenia.
Tylko te
dwie rzeczy - cień i światło przemieniają nas
w ludzi.

Czy to nieprawda?
Cóż, zróbcie eksperyment.
Zgaście świece, zasuńcie zasłony.
Cóż warte są w mroku wasze twarze?

III

Ale ludzie myślą inaczej. Ludzie
uważają, że o coś się kłócą,
czegoś dokonują, kochają, kłamią,
a nawet coś przepowiadają.
Tak naprawdę
używają tylko światła
i często używają go źle,
jak każdej rzeczy, którą dostaje się za darmo.
Niektórzy zasłaniają jedno światło drugim.
Inni chowają się przed światłem.
A jeszcze inni pragną przyćmić cały świat
swoją osobą - bywa różnie.
Są też tacy, dla których światło nagle gaśnie.

IV

I kiedy gaśnie ono dla tego,
kogo kochamy, a dla nas nie,
kiedy możemy widzieć tylko tych,
na których nie możemy patrzeć
(czyli i samych siebie),

wtedy kierujemy wzrok na to,
co kiedyś było tylko dalszym planem
twoich portretów i obrazów -
na ziemię...

Tragedia skończona. Aktor
odchodzi na bok. Ale scena pozostaje
i zaczyna żyć własnym życiem.

A skoroś wdzięczny jest losowi,
Przedstaw tę scenę z jej namiętnościami.

Już wygłosiłeś swój monolog. Ona
przeżyje twoje słowa i twój głos,
i szum owacji, i milczenie
tak bardzo namacalne po
burzy oklasków. A potem - ciebie,
który przeżyłeś już to wszystko.

V

No cóż,
wiedziałeś to już wcześniej. To też
jest przecież droga w ciemność.
Ale czyż trzeba
się obawiać mroku? Przecież on jest
sposobem uchronienia światła
od niepotrzebnych strat, rodzajem snu,
jedynie odpoczynkiem.

Ale on widzi. Fragment twarzy.
Skrawek jakiejś tkaniny. Część powozu.
Czyjś kark. I dzban, i drzewo.
Wszystko to są marzenia senne światła,
które zasnęło mocnym snem.

Lecz które wcześniej albo później się obudzi.
Trwa ładowanie komentarzy...